''To moja wina i mogę ją zrzucić na kogo zechcę'' powiedział pewnego razu Homer i maksymę tę wyznaje teraz połowa narodu polskiego, do której słowom tym udało się dotrzeć. Nie krytykuję, bo mnie to interesuje mniej niż wiersze Szymborskiej, nie moja sprawa, nie mnie rozliczać, ale swoją winę mam też i zastanawiałam się ostatnio co z nią zrobić. Dzień był deszczowy, brak sennych rusałek, kochało się tylko dla siebie, milczało za innych, którzy głośno wykrzykiwali brednie i wyczekiwało końca świata. Wtedy z ekranu jak nie ruszyło na mnie pędem owo zdanie, jak nie huknęło, nie ryknęło, nie uderzyło w skroń. Człowiek spokojnie usiadł w fotelu i biadolił matce, że ludzie są tacy głupi i jak oni mogą, a musiał przerwać swe rozważania na rzecz winy noszonej w sobie, skrytej głęboko, niedopuszczanej do świadomości, ale istniejącej mimo i wbrew. Wygodnicki Homer daje pomysł i już, już chciałam powiedzieć ''mamo, to nie ja to spierdoliłam, Ty przecież wiesz, że się starałam, że nie chciałam, ale się nie dało. że moje zaciśnięte w bólu i złości oczu pięści nic tu nie poradziły, że na staraniach jak zabłocki na mydle, bo ja chciałam, ale co ja mogę sama? mamo?'', kiedy uświadomiłam sobie ważną rzecz. Do bycia wygodnym potrzeba dwóch cech: pracowitości i pewnego, paradoksalnego altruizmu. A ja zbyt leniwa jestem, żeby w kogokolwiek moją winę ciskać i egoistyczna zbyt, by się dzielić czymś, co należy do mnie. Dlatego moja wina, moja wina, znowu moja bardzo wielka wina. Nie mam siły żyć wygodnie, a takim jak ja, to zawsze wiatr w oczy, ale nie będę się degradować do poziomu Simpsona. I to nie wynika z wielkiej odpowiedzialności bynajmniej, moralnych wartości, wpływu boga jakiegoś, jakiejś religii czy innych pierdół. Ja jestem nadgryzione, robaczywe jabłko, któremu się nie chce użerać z jeszcze bardziej próchniejącą jabłonią. No cóż, napisał Goethe: ''Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc wiecznie dobro czyni.'' Mama ani słowa o winie nie usłyszała, a ja poszłam spać. Sen był przyjemny, o winie również, ale tym razem czerwonym.
mało to ciekawe, raczej słabo ujęte i zupełnie nie w moim stylu, jeśli takowy posiadam, ale mnie ten Homer uwierał strasznie. do wszystkich butów wpadł i wyjść nie chciał, trzeba się było pozbyć.
podstrona AUTORKA działająca, spójrzcie z przymrużeniem oka. ja tak robię często - jedno mrużę, bo oba szeroko mieć otwarte, to nakład pracy spory.
mało to ciekawe, raczej słabo ujęte i zupełnie nie w moim stylu, jeśli takowy posiadam, ale mnie ten Homer uwierał strasznie. do wszystkich butów wpadł i wyjść nie chciał, trzeba się było pozbyć.
podstrona AUTORKA działająca, spójrzcie z przymrużeniem oka. ja tak robię często - jedno mrużę, bo oba szeroko mieć otwarte, to nakład pracy spory.